Spalić za sobą mosty

Równo miesiąc temu świadomie spaliłem za sobą jeden z mostów.

Pewna wizja tego, co aktualnie robię, tliła mi się w głowie jeszcze w Polsce, ale nie miałem świadomości, kiedy miałoby to nastąpić.

Będąc już w Hiszpanii, po jednej rozmowie nagle zmieniły się warunki gry… Mieliście pewnie sami nie raz tak, że umawialiście się z kimś na coś, ale na ten ktoś nie wiedzieć czemu zmienił zdanie, ale nawet nie omieszkał was o tym poinformować…

Mniejsza o całą sytuację, ona po prostu przyspieszyła w mojej głowie proces podjęcia pewnej decyzji. Nauczyłem się nie walczyć z rzeczywistością i bardzo szybko dostosować się do nowych warunków, wyciągając nich to, co mogę najlepszego. Wtedy zapadła decyzja, że wyruszam w przygodę życia, choć jej wizja w mojej głowie wyglądała trochę inaczej.

Po czasie przyszedł jednak test od świata: warunki gry mogły nagle wrócić do poprzednich… Miałem chwilę na zastanowienie, w sumie dzięki temu miałbym więcej czasu, żeby się przygotować, mógłbym to lepiej zaplanować, bla bla bla… Zauważyłem, że znowu uciekam, że chcę zostać tam, gdzie jest mi wygodnie, że mimo iż ta podróż jest czymś, co w głębi serca i duszy naprawdę chcę zrobić, to jednak się tego boję i chcę odsunąć to w czasie.

W międzyczasie powrócił do mnie tekst: "Nie da się uciec po spalonych mostach" - kiedyś zrozumiałem te słowa zgoła inaczej, zresztą podobnie jak wiele innych, zanim pewne rzeczy się nie zmieniły. Kiedyś nie paliłem ze sobą żadnych mostów, właściwie dlatego, żeby w razie potrzeby mieć gdzie uciec… Dalej wychodząc z postawy przestraszonego chłopca…

Tym razem coś się jednak zmieniło, dotarło do mnie, że jeśli naprawdę chcę wyruszyć w tę podróż, to może właśnie muszę odciąć sobie wszelkie drogi ucieczki - świadomie paląc za sobą mosty. Niejako być wręcz na nią skazany, ułatwiając sobie ten podjęcie decyzji, bo z drugiej strony jak nie teraz, to kiedy?

Jak długo chcę się przygotowywać do rzeczy, które później i tak się nie wydarzą, bo ze strachu nigdy na to nie pozwalam? Jak długo chcę się przygotowywać do życia? Czy nie lepiej po prostu zacząć żyć, ucząc się w trakcie? Czy naprawdę chcę być jak ci wszyscy, którzy tylko gadają o tym, co by zrobili i na tym poprzestają?

Spełniłem wiele ze swoich marzeń m.in. wyprowadzka do Hiszpanii, wtedy też się bałem… Zawsze się bałem, ale w sumie na logikę, jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji, w której bym sobie nie poradził, więc dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Dlatego tak jak postanowiłem, tak i zrobiłem, z początku jeszcze z obawą, ale ruszyłem w drogę. Gdy wyszedłem, strach jak zwykle gdzieś zniknął… Jednak beznadziejny z niego przyjaciel… A może po prostu chciał, abym sam się delektował najlepszymi chwilami, bo w końcu sam na nie zapracowałem? 🤔

Po raz kolejny przekonałem się, że nie było się czego bać… Mało tego, coś, co mnie jeszcze jakiś czas temu tak przerażało, stało się moim najlepszym placem zabaw 😁 O czym więcej w kolejnym wpisie 😉

"W kolejnym międzyczasie" wrócił do mnie inny tekst, tym razem Słonia:
"A mosty, które palę, oświetlają moją przyszłość"

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam te momenty, gdy coś przerabiałeś, czytałeś, słyszałeś, widziałeś już wielokrotnie, a nagle znajdujesz tam coś, czego wcześniej wydawałoby się, że nigdy nie było… Słyszysz piosenkę, czytasz książkę, oglądasz film po raz kolejny i nagle się okazuje, jakby to wszystko było o czymś zupełnie innym. Nagle dostrzegasz sens, który wcześniej był dla ciebie niedostępny. Lubię napawać się tymi momentami, bo wiem, co one oznaczają - to, że obserwator nie jest już ten sam co kiedyś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *