To zdjęcie miało wyglądać inaczej, być w innym miejscu i o innym przeznaczeniu… Niestety nie zawsze jest tak, jak sobie to planowaliśmy, ale często bywa tak, jak być powinno.
U mnie nie było wystarczająco dużego plecaka, który pomieściłby mój bagaż doświadczeń i ego (może uda mi się je zostawić gdzieś po drodze a w jego miejsce dopakować doświadczenia i wspomnienia) Więc musiałem pojechać po niego na północ, lekko korygując tym swoje plany.
Ze szczytu kolejnej góry, wpatrując się w wybrzeże i ocean, spisując swoje przemyślenia, doświadczenia życiowe, odpowiedzi których szukałem od lat. Jeśli bym jakimś cudem nie wrócił, to te notatki będą najważniejszą rzeczą, jaka po mnie zostanie. Jeśli miałoby mnie tu już nie być, to nadal będę żyć w tych słowach, one będą fizyczną manifestacją mnie jako moja ostatnia wersja. Jest to trochę paradoksem, bo spisuję je, nie chcąc o nich zapomnieć, a zarazem, by móc pozwolić im odejść i zrobić miejsce dla czegoś nowego.
Od jakiegoś czasu potrafię utrzymywać w umyśle kilka teorii, które uznaje za prawdę, a które się wzajemnie wykluczają, mimo iż każda z nich działa. To trochę tak jak teoria względności i fizyka kwantowa, obie działają i znajdują zastosowanie, ale jedna wyklucza możliwość istnienia drugiej, wzajemnie sobie przecząc. Dlatego chcę pozwolić temu odejść, bo możliwe, że gdy odpuszczę kilka teorii, to pojawi się inna, która na jakimś poziomie, będzie je w stanie połączyć.
Wczoraj już zacząłem dostrzegać jeszcze inną możliwość, kto wie, może w tym momencie jestem w błędzie, ale nie widzę jej jeszcze wystarczająco dobrze, na razie mam dopiero przebłyski…
Jeśli mnie by już nie było, a zachowałyby się te notatki, to puśćcie je dalej w świat, sam to pewnie zrobię w jakiejś formie, jeśli wrócę. Jeżeli komukolwiek jakkolwiek by pomogły, to znaczy, że było warto.
Nawet za życia nie bardzo interesuje mnie, co się stanie z moim ciałem i tak coraz mniej się z nim utożsamiam. Jeśli miałbym możliwość wyboru, to jak będzie taka możliwość, niech wezmą wszystko, co mogłoby się nadać do ratowania innych istnień. Resztę można spalić, nie potrzebuję być pochowany, wolałbym, aby moje prochy zostały rozsypane ze szczytu góry w pobliżu wody w wietrzny dzień, tak żeby wiatr poniósł je na wszystkie strony świata i by mogły połączyć się z żywiołami. Nie wiem co na to prawo, bo nie bardzo mnie ono obchodzi, to tylko moje pobożne życzenie.
Jeszcze przed powrotem do Hiszpanii zadbałem o pewne sprawy, które miałyby się wydarzyć po mojej śmierci.
Nie planuję jeszcze umierać, ale zbyt często ostatnio obcowałem ze śmiercią, by nie brać jej pod uwagę. A co jeśli mam znacznie mniej czasu niż mi się wydaje? To pytanie chodzi za mną od momentu, gdy widziałem, co się działo z moją mamą. Świadomość tego, że nie zawsze jednak jest tak, że jeśli się nawet czegoś bardzo chce, to „życie” może mieć na nas swój własny plan. Co do śmierci, to nie jej się boję, już dawno jestem z nią pogodzony. Bardziej obawiam się tego, że chwilę przed nią mógłbym sobie uświadomić, że nie żyłem tak, jak chciałem i zmarnowałem swoje życie. W sumie spędziliśmy razem tyle czasu, że stała się moją najlepszą przyjaciółką, nikt nie potrafi mi doradzić lepiej niż ona… Ciągle mi o sobie przypomina, szepcąc cichutko do ucha: memento mori… Mam tylko nadzieję, że kiedy już po mnie przyjdzie, to będę mógł z radością spojrzeć w przeszłość, uśmiechnąć się i w duchu powiedzieć: to było dobre życie, możemy już iść.
Jeżeli przyszłaby po mnie za wcześnie, to chcę, żebyście mieli świadomość tego, że od najmłodszych lat uważałem śmierć podczas realizacji swoich marzeń, jako jedną z najpiękniejszych, jaka może spotkać człowieka.
„Śmierć nie jest smutna, smutne jest to, że większość ludzi wcale nie żyła” – Dan Millman
Biorąc pod uwagę to, co się zacznie od jutra, to jeśli bym nie wrócił, to lepsze zdjęcie (które miało tu być w swoim głównym założeniu) podrzucę po drodze, żeby nie było takiego problemu, jaki my mieliśmy jakiś czas temu…
Mimo iż często prowadziłem życie podwyższonego ryzyka, choć nie miałem zbytnio potrzeby epatowania tym, to jednak to, co planuję teraz zrobić… Nie ukrywam, że z każdą minutą zaczyna mnie przerażać coraz bardziej… Im bardziej zwiększam skalę trudności w swojej głowie, tym coraz mniej mam wiary w powodzenie… Z tym że to chyba dobrze, bo jeśli się uda…
„Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie
Czy na pewno po szczęście, czy sam bieg nie jest biegu sensem
Nic nie jest pewne, ja przecież sam wciąż pytam
Szukam sposobu, by kiedyś polecieć jak Ikar
Na skrzydłach tej wolności
I jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on
Ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę” – Eldo
P.S. Mikołaj, jeżeli nie dam rady być świadkiem na Twoim ślubie, to proszę, nie miej do mnie żalu, akurat jest to coś, co z całego serca chciałbym zrobić, a to wręcz do mnie niepodobne, zwłaszcza jeśli chodzi o okoliczności 😉
