Nie żyję w czasie, ale nie żyję też przeszłością, nie przeglądam zdjęć, wspominając. Szukałem konkretnego zdjęcia do innego wpisu i po raz pierwszy dotarł do mnie ogrom tego, co dzieje się aktualnie w moim życiu.
Kiedyś zetknąłem się z teorią, że po rozstaniu nie tęsknimy za drugą osobą, tylko za tym, jacy my byliśmy wtedy i jak się przy niej czuliśmy. Kluczową rolę miała odgrywać tam intensywność emocji, która sprawiała, że człowiek odnosi wrażenie, jakby przez ich intensyfikację przeżył znacznie więcej.
Teorię tę można by rozwinąć, tudzież sprowadzić do tego, że poprzez zwielokrotnienie, maksymalizację emocji i doświadczeń można przeżyć sumarycznie więcej w danej jednostce czasu niż ktoś, kto ma tę intensywność na znacznie niższym poziomie (w domyśle bardzo nudne i rutynowe życie…)
Uświadomiłem sobie, że minął trochę ponad miesiąc, a ja przeglądając niektóre zdjęcia, miałem wrażenie, jakby to było co najmniej rok temu…
Powoli zaczynam się zastanawiać czy nie przyszło mi poznać więcej osób niż choćby przez ostatnie 10 lat…
A miejsc i widoków… Hmm możliwe, że więcej niż przez całe dotychczasowe życie.
O tym, co dzieje się we mnie nawet nie będę opowiadać, bo sam jeszcze do końca tego nie ogarniam, ale wiem, że jest naprawdę grubo.
Prawdopodobnie zdążyłem podczas tej wyprawy zapomnieć już więcej, niż miałem okazję przeżyć przez niektóre lata mojego życia…
Zatem czy nie jest to przypadkiem, aby sposób na hackowanie życia? Teraz pytanie tylko, czy to dobrze, czy źle?
Dziś skupię się na tym, co dobre.
By być dojrzalszym, bardziej doświadczonym, masa wspomnień, przeżyć, przemyśleń etc.
Kiedyś wydawało mi się, że chciałbym dożyć późnej starości… Jakiś czas temu zrewidowałem to założenie, obserwując ludzi przykutych do wózków, którymi opiekowały się ich dzieci, które mogłyby być moimi dziadkami…
Zaczęło docierać do mnie, że chyba jednak nie chciałbym tak żyć… Będąc skazanym na czyjąś pomoc, być dla kogoś ciężarem… Dopóki byłbym samowystarczalny, to mogę się starzeć, ale potem chyba jednak wolałbym odejść…
Nie wiem dlaczego, ale towarzyszy mi od dawna myśl, że możliwe, iż odejdę młodo… Więc paradoksalnie może jest to idealne rozwiązanie na to, by przeżyć więcej niż niektórzy przez całe życie, nawet jeśli miałbym odejść młodo.
Dorzucając do tego jeszcze naukę języków: „Nauka nowego języka jest, jak stanie się nowym człowiekiem.”; „Iloma językami mówisz – tyle razy żyjesz. Jeśli znasz tylko jeden, żyjesz tylko raz.”, ale o językach kiedy indziej…
I nagle można oszukać system, w krótkim czasie przeżyć wielokrotność niektórych istnień.
Żyć krótko a treściwie. Przy założeniu, że żyłem tak, jak chciałem, gdzie każdy dzień jest przygodą i kolejnym krokiem w nieznane (wiem idealistyczne niekoniecznie realistyczne – o tym również kiedy indziej)
Znowu przytaczając cytat Dana Millmana „Śmierć nie jest smutna, smutne jest to, że większość ludzi wcale nie żyła”
Hmm miało być pozytywnie…
Aaa, no i zdjęcia, którego szukałem i tak nie znalazłem, bo było tego za dużo… 😂
