Wielu wciąż nie rozumie i szczerze powiedziawszy trochę mam już dość tego pytania – gdzie już jesteś?… Nie wierzą, że ja zazwyczaj nawet nie wiem, gdzie jestem… Zwyczajnie mnie to nie interesuje – po co mam to sprawdzać, skoro zaraz będę gdzieś indziej? Gdy ktoś jest już wyjątkowo uparty, to odpowiadam gdzieś w przybliżeniu. Czasami słysząc – dopiero?
Skąd wiecie, że dopiero? Macie jakiś punkt odniesienia? Nikt nie zrobił mojej trasy przede mną… Skąd wiem? Bo ona jeszcze nawet nie powstała, tworzę ją każdego dnia. Często wytyczam własne ścieżki, których nie ma na mapach, zazwyczaj płacąc za to własną krwią 😂
Skupiacie się na najmniej istotnym elemencie całej układanki, punkcie na mapie… Wychodząc niejako z założenia, że niby chodzi o pokonanie trasy z punktu A do B w określonym czasie… To akurat w tym momencie dla mnie jest najmniej istotne.
Mówią, że zima mnie tu zastanie – a niech zastaje, wolę zimę w Hiszpanii niż w Polsce 😂 Jasne mógłbym obrać najszybszą trasę, ale stwierdziłem, że jak będę chciał pooglądać sobie drogę, to zrobię to samochodem. Tych widoków i ludzi, których poznałem, nie było na trasie szybkiego ruchu. Tam widziałem tylko jednego debila…
Zamiast skupić się na mapie i kilometrach wolę skupiać się na tym, jak szybko przesuwam się w życiu, a nigdy dotychczas nie robiłem tego w takim tempie: czyszczenie głowy i życia z syfu gromadzonego latami, ograniczeń i lęków. Porządkowanie myśli, weryfikacja i zmiana przekonań, odnajdywanie i tworzenie siebie, doświadczanie, bycie. Już zyskałem więcej, niż mi się wydawało, że mógłbym.
To nie jest wyścig, nie muszę nic nikomu udowadniać, z nikim się nie ścigam. Jedyną osobą, z którą mógłbym się ścigać, jestem ja sam, ale na szczęście nie jest mi to już potrzebne.
Nic już na to nie poradzę, że zamiast iść za głosem nawigacji, nauczyłem się podążać za głosem serca ❤️
Gdy przykładowo jestem w mieście, które mnie urzeka, fascynuje swym pięknem, to chcę doświadczyć go swojemu, nie chcę tylko przez nie przejść… Potrafię zrobić ponad 100 km, zwiedzając, a na mapie tworząc tylko ciut większą kropkę, będąc w teorii dalej w punkcie wyjścia. Wiadomo 100 km w prostej linii na mapie, wygląda bardziej imponująco, niż po mieście, mimo iż dalej są to te same kilometry, tylko że mi już nie chodzi o imponowanie.
Momentami jest to silniejsze ode mnie, gdy widzę szczyt i coś mi mówi, żeby go zdobyć, to tak robię. Gdy chcę skręcić w prawo, to skręcam, gdy czuję, że coś ciekawego może być na lewo, to tam idę.
Co zrobić, gdy serce mi mówi, że woli iść skrajem wybrzeża po klifach, niż wzdłuż drogi i czasem trasa, która powinna mi zająć dwie godziny, zabiera dwa dni. Nie moja wina, że hiszpańskie wybrzeże jest „bardziej pokręcone” niż polskie… Jednego dnia wolę iść wybrzeżem innego górami, a góry mają to do siebie, że często jest pod górkę… 🤣
Odpowiadając na drugie najczęstsze pytanie – czy wiem już, ile mi to zajmie?
Zajmie to dokładnie tyle ile powinno ❤️ Jeżeli przyjdzie mi skończyć wcześniej, to kiedyś może wrócę do tego punku, w którym skończyłem i dalej będę kontynuować, wciąż ze świadomością, że zrobiłem to tak, jak chciałem.
