"Ciągle mam w sercu tych, których straciłem, więc nie wierzę Ci, że odeszli"
Dziś mijają trzy lata od nocy, w której telefon wyrwał mnie ze snu wiadomością, że Twój ból dobiegł końca. Sporo się przez ten czas wydarzyło. Gdyby nie Ty, prawdopodobnie nigdy nie wyruszyłbym w swoją pierwszą wędrówkę, podobnie jak w tę obecną. Szkoda, że kiedyś nie potrafiłem być tym, kim stałem się teraz, inaczej moglibyśmy wtedy porozmawiać. Kiedyś mówili mi, że nie potrafię rozmawiać, dzisiaj mi dziękują za to, że "tak" potrafię rozmawiać.
To również w znacznej mierze Twoja zasługa, to po jednej z naszych rozmów rozpadłem się na miliony kawałków, tracąc poczucie tego, kim byłem. Wtedy nie wiedziałem, że był to początek końca muru, który tak pieczołowicie budowałem latami, i masek, które nosiłem, udając kogoś innego. Od tamtego czasu rozpadłem się wielokrotnie i cały czas układam się od nowa.
"Próbuję ułożyć rozsypaną układankę
Kawałek po kawałku, nikt nie zrobi tego za mnie"
Trzy lata, jak podobno Cię już nie ma, a ja nie mogę się oprzeć wrażeniu, jakby ktoś cały czas nade mną czuwał. Nie można mieć tyle szczęścia w życiu i być tak bezkarnym w swych poczynaniach i występkach. Niezliczoną ilość razy śmiałem się śmierci prosto w twarz, zaglądałem jej prosto w oczy, widząc w jej źrenicach me prawdziwe oblicze. Czasem po kilka razy dziennie, za każdym razem mówiąc jej: „jeszcze nie dziś, może jutro, dzisiaj nie mam ochoty…”.
Tyle razy wymykałem się jej z rąk, płacąc za to jedynie kilkoma kroplami krwi. Jakbym miał wbity kod na nieśmiertelność. Doszło do tego, że zacząłem odnosić wrażenie, że gdyby niedźwiedź wpadł mi do jaskini, to tylko po to, żeby się spytać, czy nie czuję się samotny i czy przypadkiem nie potrzebuję przytulenia. Że gdybym spadł w przepaść, to magicznie zmaterializowałaby się gałąź, której chwyciłbym się w ostatnim momencie. Jakby stale ktoś nade mną czuwał...
Gdy opowiadam przyjaciołom o swoich historiach z podróży, słyszę: „jaki zbieg okoliczności”, „cóż za przypadek”. Tylko oni mają jedynie fragment układanki. Ja, widząc cały obraz i mnogość tych zdarzeń, coraz mniej potrafię wierzyć w przypadki. Czuję, jakby ta podróż była pisana specjalnie dla mnie, podsuwając mi na każdym kroku właściwych ludzi, lekcje i wydarzenia. Czyżby i w tym kryła się Twoja cicha obecność?
Pamiętasz naszą rozmowę w szpitalu? Jedną z najszczerszych, jakie przeprowadziliśmy. Powiedziałaś mi wtedy, czego żałowałaś w życiu, a ja wziąłem sobie te słowa głęboko do serca, składając cichą obietnicę, że odrobię tę lekcję za nas oboje.
Wróciła ona do mnie w trakcie tej podróży, razem z innymi, i wtedy zrozumiałem, że mi się udało. To mój największy życiowy sukces. Gdybym miał dziś odejść, odszedłbym spełniony, nie musząc niczego żałować.
Choć minęły trzy lata, ja wciąż odrabiam lekcje, które mi zostawiłaś. Przyznaję, nie jestem najpilniejszym uczniem, często uciekam na wagary. Na szczęście nie byłaś jedyną osobą, która mnie uczyła, wciąż odrabiam również zadania bezdomne, choć to już idzie mi z różnym skutkiem. Dalej toczę wewnętrzne boje i na nowo przewartościowuję życie, odkrywając coś, co wcześniej dla mnie nie istniało, a dla Ciebie powinno okazać się chwilą wytchnienia.
Ta podróż jest inna niż wszystkie poprzednie. Wtedy niszczyła mnie samotność, nie potrafiłem budować relacji, a moim towarzyszem był płacz z żalu i rozpaczy. Dziś, jeśli płaczę, to najczęściej ze szczęścia. Choć jestem w drodze od prawie dziewięciu miesięcy, nie było ani jednego dnia, żebym nie rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi – z których wielu poznałem właśnie tutaj.
Dziękuję Ci za wszystko. To dzięki Tobie mam odwagę iść własną ścieżką, podążając za serca głosem, choćby cały świat się sprzysiągł przeciw mnie. Żałuję, że nie możemy porozmawiać, ale wierzę, że może jeszcze kiedyś będzie ku temu okazja. Do tego czasu, proszę, czuwaj dalej nade mną. Niedługo wracam na szlak, w góry, gdzie czeka mnie mordercze słońce i zdradliwy śnieg, niestabilne podłoże i spory bagaż... Cóż, brzmi to trochę jak zabójcza kombinacja. Nie chcę umrzeć głupio, ale nie zamierzam rezygnować z ryzyka.
"Jestem chłopcem, który tęskni do mamy
Z nadzieją, że niedługo się spotkamy"
PS. Pamiętasz, jak kiedyś zadzwoniłaś do mnie nad ranem, pytając gdzie jestem, bo znowu nie wróciłem na noc? Zasnąłem wtedy na dachu, oglądając spadające gwiazdy. Wczoraj, gdy znowu leżałem, wpatrując się w gwieździste niebo, dotarło do mnie, że ten chłopak powoli dorasta, będąc ich coraz bliżej.
"Próbują zwiększyć nam ciążenie malkontenci
Niech próbują, my od urodzenia wniebowzięci"
Ja kształtuję drogę, a droga kształtuje mnie. Dzięki Tobie mam odwagę dalej eksplorować świat bez strachu, bo czuję, jak stoi za mną potęga ❤️ Dziękuję.
Zabawne, bo dzisiaj serduszko niespodziewanie zaciągnęło mnie do parku naturalnego Twojego imienia - czyżby kolejny "przypadek"?
