Lourdes – Przywrócić księdzu wiarę w człowieka

Bonjour 🇫🇷 Wiele miesięcy czekałem na ten dzień ❤️

"Mamo, tyle już przeszedłem, że zdarłem podeszwę, każde kroki stopy ranią" 

"Jestem nie do zdarcia, mamo, tak mnie wychowano, żeby z butów mi nie wystawało siano" 

Kiedyś opowiem wam więcej o Patricku – księdzu z San Francisco, który na moją prośbę odprawił mszę w intencji mojej mamy w Fatimie. Teraz skupię się tylko na jednej części tej historii, chociaż cała dołącza u mnie do kanonu tych, które napisało życie, bo ja nawet nie byłbym w stanie czegoś takiego wymyślić, a mam ich już całą masę.

Po mszy spotkałem się z Patrickiem na kolacji. Zadał mi pytanie, dokąd teraz idę. Skoro z Santiago de Compostela doszedłem do Fatimy, to jaki jest następny cel mojej podróży? Powiedziałem mu, że najprawdopodobniej do Lourdes, bo na ten pomysł wpadłem tego samego dnia. Spojrzał na mnie jak na idiotę i spytał: "Ale wiesz, że to jest we Francji?" Byliśmy wtedy w Fatimie, powiedzmy, w środkowej Portugalii, więc dzieliło mnie od celu "jedynie" pół Portugalii, Hiszpania, Pireneje i kawałek Francji. "Co to dla mnie?". On wciąż patrzył na mnie z niedowierzaniem, myśląc najprawdopodobniej, że żartuję. A to właśnie był dokładnie ten moment, w którym ja już wiedziałem, że to zrobię.

Karmię się takimi spojrzeniami i lubię udowadniać, że się da, zwłaszcza gdy ktoś twierdzi inaczej, a ja wiem lepiej. 😅 W tym przypadku chodziło również o to, by przywrócić księdzu wiarę w człowieka 😉 

Często zdarza się, że gdy mówię ludziom o swoich planach, słyszę w odpowiedzi, że jestem popi€rdolony. Wtedy zazwyczaj odpowiadam: "Dziękuję". Traktuję to jako komplement, ponieważ nigdy nie zależało mi na byciu normalnym.

Za chwilę zabieram się do pisania maila do Patricka, żeby poinformować go, że zrobiłem to, co powiedziałem, że zrobię. Naprawdę dużo się wydarzyło od tamtego dnia, ale o tym opowiem kiedy indziej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *