Coś o ludziach

Jakoś nie mam weny pisania o tym, co już przeminęło…

Zabawne jak nasze najmniejsze decyzje wpływają na to, jak toczy się nasze życie. Nawigacja pokazała mi drogę, która mi się nie podobała, więc stworzyłem własną ścieżkę co prawda dłuższą, ale atrakcyjniejszą. W sumie większość trasy ustalałem na bieżąco, a dzień zbliżał się ku zachodowi, więc postanowiłem przyspieszyć, by zdążyć na punkt widokowy, by być może obejrzeć zachód słońca. Zdążyłem, potem miałem iść jeszcze dalej, ale jak zobaczyłem ten widok, to stwierdziłem, że tam zostaję.

Gdy oglądałem zachód słońca, przyszedł pewien chłopak, oczywiście mówiąc w gallego, więc mu odpowiedziałem po swojemu. Z początku uznał mnie za anglika i zaczęły się nasze językowe wojaże 😂

Okazało się, że mijał mnie, jak szedłem, swoim caddy’kiem, jak się okazało po przerobieniu mini camperem. Spełniając swoje marzenia, które też mam na swoich listach, jak się później okazało mamy wiele wspólnych marzeń.

Następnego dnia miał jechać do kanionu, z którego właśnie przyszedłem. Zaczęliśmy opowiadać nawzajem swoje historie. Spytał, czy może sprawdzić, ile waży mój plecak, powiedziałem mu, że śmiało. Haha nie podniósł go za pierwszym razem, on jest dużo cięższy, niż na to wygląda 😅 Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że musiałem spakować do niego całe swoje życie.

W trakcie rozmowy spytał, czy nie chcę z nim pojechać po coś do jedzenia do miasta, a potem tu wróci, bo ma w planach spać dzisiaj w pobliżu plaży. Zgodziłem się, pojechaliśmy (dobra skrócę, bo i tak nadto się rozpisuję…) Wróciliśmy, poszliśmy na plażę. Jeżeli dwóch facetów jedzących wspólnie kolacje na plaży przy blasku księżyca i rozmawiających o swoich marzeniach brzmi dla was ped@lsko, to poczekajcie jeszcze trochę 😂

Pokazywał mi najpiękniejsze miejsca, w których był i które powinienem odwiedzić. On często starał się mówić po angielsku, bo potrzebuje go do pracy, ja twardo po hiszpańsku, nawet się prawie o to pokłóciliśmy 😂 bo chciał, żebym mówił po angielsku, a ja zaprotestowałem. Ok czasami jak wchodziliśmy na grubsze tematy i już brakowało mi słów, to się przełączałem na anglika, a on tłumaczył za każdym razem to, co powiedziałem jeden do jednego na hiszpański, coś pięknego ❤️ Chyba lepiej tylko się bawiłem, gadając z Paragwajką, która nie znała angielskiego a ja wtedy hiszpańskiego. Przyznał mi, że mój hiszpański i tak jest lepszy niż jego angielski, nie zgodziłem się, ale potem dodał, że on uczy się angielskiego od 20 lat…

Zaczęło się robić późno, więc postanowiliśmy się zbierać, poszliśmy w stronę jego samochodu, powiedział mi, żebym chwilę poczekał, to on ogarnie wszystko, spytałem, po co? Na co on, że mogę spać z nim w jego samochodzie 😅 haha gdyby miał 2 osobne łóżka, albo był chociaż kobietą, to może bym się zgodził, (choć pewnie nawet wtedy bym odmówił) wymieniliśmy się kontaktami i poszedłem w swoją stronę, umówiliśmy się, że widzimy się rano.

Trochę mi pokrzyżował plany, bo naciągnął moją dobę i musiałem jeszcze zaliczyć hiszpański. Nawet w dniu jej śmierci nie zawaliłem żadnego ze swoich postanowień, bo wiedziałem, że nie chciałaby, żebym cokolwiek przez nią zaprzepaścił… Dzisiaj będzie 137 dzień.

Rano poszliśmy się kąpać w rzece, potem zabrałem się z nim do góry samochodem, bo to też w sumie kanion był, a moje stopy są już wystarczająco wyeksploatowane. Akurat jechał do miejscowości, do której i tak zmierzałem, więc skorzystałem z okazji.

W ten oto sposób poznałem Christiana
Zabawne, gdybym nie zmienił trasy, gdybym nie ustalił swojej ścieżki, gdybym wyszedł później, gdybym nie chciał zdążyć na zachód, to pewnie nigdy bym go nie spotkał. Rozmowa z nim dała mi sporo do myślenia, prawdę powiedziawszy, pchnęła mnie na dużo głębszy poziom myślenia i zrozumienia, ale to już następnym razem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *