Macie tutaj w razie wu kilka nowych „nagrobkowych” do wyboru, może i twarzy zbytnio nie widać, ale stwierdziłem, że nie istotne jest to, jak wyglądałem, a to, kim byłem i co robiłem. Coraz mniejszą wagę przywiązuję do tej formy fizyczności.
Co prawda Cañón del Sil już sporo za mną, to sporo też zdążyło się wydarzyć w trakcie, a mi jakoś nie chciało się siedzieć na telefonie.
Abuelita w sumie oboje mieliśmy rację w zależności jak od tego spojrzeć, jeżeli kalendarzowo, to Ty miałaś rację. Ja robiąc to łącznie poniżej 48 h, miałem rację z dwoma dniami. A gdyby pogoda była odpowiednia i wyszedłbym o cywilizowanej porze, to myślę, że i w jeden dzień bym dał radę.
To, co najbardziej uderzyło mnie podczas zwiedzania, to ludzie… Nawet będąc na wakacjach, są w ciągłym pędzie. Wpadają, ale już z aparatem nawet nie zdążą się skupić na widoku i od razu rozpoczyna się sesja… On się położy na skale, że niby sobie odpoczywa…. A jest w tej pozycji tylko przez sekundę… Ona musi zrobić kaczora Donalda do zdjęcia i oczywiście zająć większość zdjęcia, bo co tam widoki, ja tu przecież jestem najważniejsza… I zaraz po tym idą, bo już mają to, po co tu przyszli, zero zatrzymania się, zero życia chwilą, zero zadumy nad nawet zaniżając tysiącami lat ewolucji. Liczą się tylko śmieszne lajki, w wirtualnym świecie, by przedstawić udawaną rzeczywistość i wkurzać tym ludzi, których nawet nie lubią… Może dlatego robię coraz mniej zdjęć i coraz bardziej od niechcenia. Kilka dni temu oglądałem najpiękniejszy zachód słońca w swoim życiu, pierwsza moja myśl uchwycić chwilę aparatem, lecz gdy tylko zobaczyłem, iż nie jest w stanie on oddać tego piękna, powiedziałem sobie: pierdol to, skup się na zachodzie, doceń chwilę.
Z racji, że w tym, co mówię, często bywam również największym hipokrytą i mówię o tym otwarcie. Choć ostatnio jestem nim coraz rzadziej, bo często przychodzi do mnie fundamentalne pytanie: czy naprawdę chcę być hipokrytą? I gdy już padnie odpowiedź, wtedy wszystko potrafi zmienić się diametralnie.
Tak więc postanowiłem nie pędzić jak ludzie, których krytykowałem i zważywszy na piękno kanionu zatrzymać się w nim na dłużej. W końcu to ja jestem kapitanem tej wycieczki.
Następnego dnia postanowiłem porzucić plecak w lesie i udać się do wioski ze sklepami oddalonej o kilka kilometrów. Haha dzień wcześniej, jak pytałem ludzi po wioskach, gdzie są jakieś sklepy, to bawiło mnie patrzenie na ich twarze, jak musieli mi powiedzieć, że tutaj żadnych nie ma… Jedna kobieta powiedziała mi właśnie o tej wiosce, do której się udałem. Rozmawiając z nią, oczywiście pytała, czego potrzebuje ja standardowo, że nic, ale w taki sposób, że w sumie to jednak tak 🤣 Więc spytała, czy chociaż owoce wezmę na drogę i dostałem najpyszniejsze jabłko w moim życiu, zimne z lodóweczki i bana. Śmiałem się, że gdybym chciał, to pewnie nie musiałbym nawet zakupów robić, wystarczyłoby pytać o sklep, mówić ludziom co robię i sami by mi wciskali to, czego bym potrzebował 😅
Idąc do sklepu, zobaczyłem punkt informacji turystycznej i coś już mnie tak wewnętrznie tknęło, że chyba jednak zajdę, ale najpierw zakupy. Jak już zrobiłem, to poszedłem najpierw na spokojnie zjeść do parku, ostatnio bardzo doceniam takie momenty, zauważyłem, że jedzenie nawet potrafi inaczej smakować, jeżeli człowiek skupi się tylko na nim. Wcześniej zawsze musiałem coś robić podczas jedzenia pieprzony multitasking… Teraz uwielbiam delektować się momentami, doświadczać chwili.
Po śniadaniu stwierdziłem, że czas odpokutować dziewczynę z poprzedniej historii i pójdę sobie pogadać do informacji turystycznej. Powiedziałem kobiecinie, co już widziałem, co robię, gdzie porzuciłem plecak i to był chyba błąd, bo najpierw przez pół godziny ustalaliśmy jak mam wrócić do plecaka… 😂 Powiedziałem jej, przy jakim wodospadzie go zostawiłem, okazało się, że nawet nie wiedziała o jego istnieniu, szukała Google i dzwoniła do kolegi 🤣 Uparła się strasznie na ten plecak, nie mogła zrozumieć, jak mogłem go zostawiać i sobie pójść ot, tak. Tłumaczyłem jej, że plecak jest nieistotny, skupmy się lepiej na tym, co mogę jeszcze dzisiaj zobaczyć, a ta dalej swoje… Odpuściła dopiero, jak jej powiedziałem, że tak go schowałem, że nie wiem, czy sam go znajdę 😂
I
Dała mi materiały, mapy, chciała mi dać po angielsku, żeby było mi łatwiej, na co ja jej powiedziałem, że nie chcę, żeby było mi łatwiej, ja chcę się nauczyć hiszpańskiego i wolę po hiszpańsku. Po czasie dotarło do mnie, że odkąd wyruszyłem w podróż, przestałem pytać ludzi, czy mówią po angielsku, po prostu od razu zaczynam po hiszpańsku i się go trzymam. Gadałem z nią chyba z godzinę, powiedziała mi, że bardzo dobrze mówię po hiszpańsku… Rozbawiło minie to, bo tutaj ludzie są w stanie powiedzieć Ci wszystko, byleby sami nie musieli się go uczyć 🤣 W sumie warto było zostać zobaczyć nowe miejsca, zwolnić. Napisałbym, jak poznałem Christiana, ale to już przy następnej porcji zdj…
